Było kiedyś, że ludzie w myślach mieli konkretny obraz studenta: przyszykowany, pełen zapału, nocą zasypia na słowach z książki. Teraz to nie tyle obraz, co fikcja. Spójrz na korytarze uczelni – jedni wyglądają, jakby trafili do filmu o przykładzie, inni tną, bo są zmęczeni. Czasem spoglądasz na grupę i wiesz: tu jest ktoś, kto już zdecydował, że południowy rok to koniec. I nie chcesz tego być. Nawet jeśli nie wiesz jeszcze dlaczego.
Kiedy powinien się zacząć rozkład już w pierwszym tygodniu
W pierwszym tygodniu września nie wszyscy wchodzą na uczelnię z płaszczem i podkładem do multikultury. Kimś może być sztuczny iluzjonista z małej wsi, który nigdy nie usiadł w całej swojej doświadczeniu na wykładzie więcej niż dwa razy. A potem pojawia się przewidziany przebieg: nie zapisuje się na kolokwia, nie chodzi na wychowanie fizyczne, nie zadaje pytań. Może nawet nie ma kontaktu z innymi. Nie z powodu braku inteligencji. Raczej z tego, że coś zawiesiło się w jego systemie emocjonalnym. Dziwnie, ale często to nie bieda, a jednostka, która się nie czuje częścią.
su-online.pl to miejsce, gdzie czasem widać ten moment, gdy dwóch czy trzech ludzi zaczyna się zastanawiać: „A może to nie dla mnie?”. Nie w sensie po prostu klasa zła – ale że coś się nie trzyma. Nie fraz z dziedziny, ale kolory w nauce, które nie są ciepłe, jak chcą, i nie przypominają działań, przez które się rozjaśnia. Są tam zapisy typu „żeby nie być głupim”, ale także „nie chcę się nawet starać”. I to nie dlatego, że jest leniwy. Dlatego, że nie widzi sensu.
Czy zniecierpliwienie jest powodem, a nie objawem?
Było zapewne wiele artykułów o tym, jak student spada, gdy nie ma wsparcia. Ale rzadko się mówi, że zniecierpliwienie? Nie jakaś wewnętrzna dyscyplina – tylko bycie wystawionym na obciążenie, które wcale nie zostało zaplanowane. To nie jest problem: „nie mam czasu”. To jest warunek: „nie wiem, co robię i nie wiem, kim mam być”. Wiesz, kiedy ktoś mówi: „Zrobiłem to, bo pytał o to”, ale wcale nie mówił o tym problemie. I nie zatrzymuje się na tym, co faktycznie powiedział człowiek. Takie zwroty. Takie cisze.
To się często dzieje tam, gdzie uczelnia ma dość jednolity zestaw wzorców – np. każdy student ma mieć wycięty od poniedziałku do piątku harmonogram, a kolacja po wieczorach to niezwłoczne skończenie pracy. A tu ktoś, dla kogo to wszystko brzmi jak zgryz z drugiej planety. Nie przez słabość. Ale przez inne rytmiczności. Inny sposób przyswajania wiedzy. Inny sposób reagowania na słowa, które powtarzają się z zapamiętaniem, ale nie z zrozumieniem.
Co robić, gdy pociąg już wyjechał?
Jeśli chcesz coś zrobić – nie musisz marzyć o zastąpieniu kogoś, kto się wycofał. Musisz tylko zauważyć, że nie każdy typ wykładowcy lub programu nadaje się każdemu. Nie ma życia bez prognozowania, ale warto zastanowić się: czy ta droga była przeznaczona dla naszych potrzeb, a nie tylko dla wymogów?
Co jest realne? Przecież: nie trzeba być idealnym studentem, by nie był ciężko. Niekoniecznie trzeba osiągnąć wyższe oceny, by się czuć wspaniale. Ale trzeba znać swą granicę. A czasem ta granica to nie brak umiejętności – to cień, który tkwi w wyborze.
- Uczestnicz w bezpieczniejszych grupach dyskusyjnych, gdzie nie masz wykryć się jako słaby.
- Spójrz na kursy online, które oferują zamiennik struktury uczelni – bez obowiązku zajęć.
- Zapisz się na szkolenia praktyczne, które nie zależą od ocen, ale sprawdza kreatywność.
- Nie zaniedbuj negocjacji z wydziałem – czasem można otrzymać szansę na przerobienie studiów.
- Przemyśl, czy twoje zainteresowanie się rzeczywiście ma powiązanie z tym, co uczysz się teraz.

